Ale czy od kultury zależy nawet długość naszego życia? Okazuje się, że to możliwe.
Dolina rzeki Hunza - położona między Pakistanem a Indiami zamieszkiwana jest przez wyjątkowo długowieczny lud. Niczym spektakularnym jest tam dożycie swoich setnych urodzin, niczym wyjątkowym rodzicielstwo po pięćdziesiątce (90 letni mężczyźni zostają ojcami, 50 letnie kobiety matkami); większość "naszych chorób" jest Hunzom nieznana - rak, miażdżyca, o chorobach ściśle nerwowych, wynikających ze stresu nie wspominając.
Poza tym całkowicie synchronizują się z rytmem ziemi - pracują całymi dniami, ale chodzą spać po zachodzie słońca, z niczym się nie spieszą, za niczym nie gonią. Nie wykorzystują wynalazków cywilizacji: samochodów, telefonów, nawet zaawansowanych narzędzi rolnych, czy nawozów. Dzięki temu ich środowisko jest nieskażone: powietrze i woda czyste.
Tak było do niedawna, ale historia już dawno nauczyła, że cywilizacja musi postępować, ekspansja nowoczesności jest nieuchronna. Także do Hunzów ona dotarła - od niedawna zaczęli oni wykorzystywać "dobrodziejstwa cywilizacji", mężczyźni zaczęli pracować w głębi kraju. Od tego czasu ich lud podupada.
Czy to oznacza, że kultura, w której żyjemy potrafi definitywnie odmienić życie? Czy kultura ma wpływ na biologię? Z przykładu Hunzów uczymy się, że tak. Nie dotarłam do żadnej argumentacji wskazującej, że długowieczność tego ludu wynika ze specyfiki genów, czy innych determinantów biologicznych. To kultura ukształtowała życie Hunzów.
Wynika stąd tylko smutne pytanie: dlaczego zatem ludzie nie wycofują się do "początków", dlaczego nie rezygnują z cywilizacji, nie zbliżają się do natury, skoro tak namacalnie widać korzyści stąd płynące?
Jedyna odpowiedź nasuwająca mi się w tej chwili to lenistwo ludzi, ich potrzeba ciągłego ułatwiania sobie życia, a także zachłanność. I dopóki tych cech się nie wykluczy, dopóty ludzkość nie odnajdzie eliksiru młodości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz